Spółka kota z myszą
Home Games Painting Music Films Fables My Friends Holidays My lessons About us
Дружба кошки и мышки Дружба между котка и мишка Katze und Maus in Gesellschaft Cat and mouse in partnership El gato y el ratón hacen vida en común Chat et souris associés Gatto e topo in società Kat en muis samen thuis Kat og mus i bofælleskab 猫とねずみとお友だち 猫和老鼠合伙 Soarecele si pisica Γάτα και το ποντίκι Мачка и миш Katt och råtta i partnerskap
O přátelství kočky a myši Spółka kota z myszą Kissa ja hiiri A macska meg az egér barátsága Дружба кішки й мишки बिल्ली और साझेदारी में माउस Sagua eta katua Katten og musa แมวและเมาส์ 제휴 고양이와 마우스 Gato e rato em companhia موش و گربه חתולה ועכבר בשותפות El gat i el ratolí fan vida en comú

Spółka kota z myszą

Baśnie braci Grimm


Kot zapoznał się z myszą i tyle jej naopowiadał o przyjaźni, jaką żywi dla niej, że mysz zgodziła się wreszcie zamieszkać z nim w jednym domu i prowadzić wspólnie gospodarstwo. — Na zimę jednak musimy zrobić zapasy — rzekł kot, abyśmy nie cierpieli głodu! Zwłaszcza ty, myszko. mogłabyś poszukując jedzenia wpaść w pułapkę! Rada była słuszna i mysz z kotem kupili wspólnie garnek smalcu. Nie wiedzieli jednak, gdzie go postawić, wreszcie po długim namyśle kot rzekł: — Sądzę, że najlepiej schować garnek w kościele. Tam nikt się z pewnością nie waży niczego tknąć. Postawimy go pod ołtarzem i nie ruszymy wpierw, aż nadejdzie zima. Tak też uczynili, ale po krótkim już czasie przyszła kotu ślinka na smalec, rzecze więc do myszki: — Muszę ci powiedzieć, myszko, że kuzynka moja prosiła mię w kumy; powiła ona synka, białego w brązowe łatki, a ja mam go trzymać do chrztu. Pozwól więc, że wyjdę dzisiaj, a ty zajmij się domem. — Dobrze, dobrze — rzekła myszka — idź w imię Boże, a jeśli dostaniesz coś dobrego do jedzenia, to pomyśl o mnie. Chętnie wypiłabym też kropelkę czerwonego wina. Oczywiście wszystko to było zmyślone, kot nie miał wcale kuzynki i wcale nie był proszony w kumy. Poszedł wprost do kościoła, zakradł się do garnka ze smalcem i począł go lizać, aż zlizał cały tłuszczyk z wierzchu. Potem udał się na spacer po dachach, obejrzał sobie okolicę, wreszcie wyciągnął się na słońcu, oblizując się na myśl o smalczyku. Dopiero późnym wieczorem powrócił do domu. — Jesteś wreszcie — rzekła mysz — wesoło pewnie spędziłeś dzień. — Owszem — odparł kot. — A jakież imię dano dziecku? — zapytała mysz. — Powierzchu — odparł kot. — Powierzchu? — zawołała mysz — to bardzo dziwne imię! Czy powtarza się ono w twojej rodzinie? — Wcale nie gorsze — odparł kot — niż złodziejskie imiona twoich chrześniaków! Wkrótce potem kota wzięła znów chętka, aby zakosztować smalcu. Rzekł więc do myszy: — Wybacz, że i dziś cię opuszczę. Proszono mnie raz jeszcze w kumy, a że dziecię ma białą obwódkę wokół szyi, nie mogę odmówić. Dobra mysz zgodziła sie i tym razem, a kot zakradł się do kościoła i wyjadł garnek do połowy. — Nigdy smalec nie jest lepszy — pomyślał — niż kiedy się go je samemu. Gdy powrócił do domu, mysz zapytała: — A temu dziecku jakie dano imię? — Dopołowy — odparł kot — Dopołowy? co też ty mówisz! Póki żyję nie słyszałem takiego imienia! — zawołała mysz. — Założę się, że nie ma go w kalendarzu. Ale kot wkrótce począł znowu marzyć o smalczyku. — Do trzech razy sztuka — rzekł do myszy — znowu proszony jestem w kumy, a że dziecko jest calutkie czarne i tylko łapki ma białe, co trafia się niezwykle rzadko, jakżebym mógł odmówić? — Powierzchu, Dopołowy, te dziwne imiona nie dają mi spokoju! — odparła mysz. — To dlatego, że po całych dniach siedzisz w domu i w tej swojej burej kapocie i z tym długim warkoczem, lęgną ci się w głowie takie cudactwa — rzekł kot — powinnaś od czasu do czasu wychodzić na spacer. Kiedy kot wyszedł, myszka zakrzątnęła sie po mieszkaniu i doprowadziła wszystko do porządku. Łakomy kot zaś rzekł do siebie: — Trudno mieć spokój, póki jeszcze coś jest w garnku! — i zjadł wszystko aż do dna. Dopiero późno w nocy, tłusty i najedzony, powrócił do domu. Mysz zapytała go zaraz, jakie imię otrzymało trzecie dziecię. — Na pewno nie będzie ci się ono podobało, a brzmi ono Dodna — odparł kot. — Dodna! — zawołała mysz — tego imienia jeszcze w żadnej książce nie czytałam. Dodna! Co to może znaczyć? Pokiwała głową, zwinęła się w kłębuszek i usnęła. Od tego czasu nikt już nie prosił kota w kumy, ale gdy zima nadeszła i głód począł im dokuczać, mysz przypomniała sobie o poczynionych zapasach. — Chodź, kocie, weźmiemy nasz garnek ze smalcem. Będzie nam teraz smakować. — Oczywiście — rzekł kot — zwłaszcza tobie będzie on smakować, zupełnie jakbyś wysunęła za okno swój ostry języczek. Udali się więc w drogę, ale gdy przybyli do kościoła, przekonali się, że garnek wprawdzie stoi na swoim miejscu, ale jest pusty. — Ach — zawołała mysz — teraz rozumiem wszystko! Ładny z ciebie przyjaciel! Zjadłeś wszystko, kiedyś chodził w kumy: najpierw po wierzchu, potem do połowy, potem… — Milcz! — zawołał kot — jeszcze jedno słowo, a zjem i ciebie! — Do dna — miała już biedna mysz na końcu języka, ale zanim to wymówiła, kot chwycił ją w pazury i pożarł.

Spółka kota z myszą


Spółka kota z myszą

© All rights reserved


















eXTReMe Tracker